WARZECHA: Etyka na granicy

fot. https://twitter.com/16Dywizja

Im dłużej trwa kryzys i im więcej obrazków agresji migrantów napływa ze strefy nadgranicznej, tym mniej czuję zrozumienia dla stanowiska niektórych moich konserwatywnych, bardzo skądinąd zacnych przyjaciół, którzy nawołują do „chrześcijańskiej postawy” wobec migrantów.

Na swoim Instagramie podróżniczka i celebrytka Martyna Wojciechowska umieściła apel Grupy Granica o utworzenie „korytarza humanitarnego” dla migrantów na polsko-białoruskiej granicy. Jak by to w praktyce miało wyglądać – nie wiadomo, bo zwolennicy takich pomysłów nigdy nie są w stanie przedstawić ich w szczegółach.

Pani Wojciechowska opatrzyła ów apel zdjęciem „rocznej Ghaseli, jednej z ofiar kryzysu humanitarnego, który rozgrywa się na granicy” – dziewczynka o umorusanej twarzy wygląda spomiędzy rozchylonych poł polaru czy kurtki. Mamy tu więc najbardziej klasyczną i prymitywną grę emocjami. Poczytałem komentarze, jakie pojawiły się pod tym wpisem. A proszę pamiętać, że osoby, które obserwują konto TVN-owskiej celebrytki nie należą zapewne do twardych wielbicieli obecnej władzy. Oto niektóre z nich (pisownia oryginalna):

  • Pisząc takie posty, popiera Pani reżim Łukaszenki.
  • Dodać zdjęcie małego dziecka niewinnego i grać na uczuciach ludzi a na granicy sami dorośli uchodźcy. W dodatku z tego co obserwuję nie mają dobrych zamiarów.
  • Pani Marto, tutaj częściowo się z Panią zgodzę. Cześć ludzi, która ma dokumenty, która naprawdę potrzebuje i chce pomocy powinna zostać zweryfikowana i otrzymać tę pomoc. Natomiast nie wszyscy tego chcą – jak ci, którzy siłą i przemocą próbują sforsować granicę.
  • Proszę ich przyjąć do siebie i się nimi zaopiekować. Zdjęcia robione żeby wszystkim zmiękły serca. A pomyślała Pani o konsekwencjach?? Czy o tym już nie?
  • Póki są po stronie białoruskiej, są ich problemem.
  • Szanuję panią za to co pani robi, ale w tym temacie jestem na nie.
  • Nie zgadzam się teraz z panią choć bardzo panią szanuję. Tu trzeba zajrzeć głębiej i dziwne, że tego celebryci i inni politycy nie dostrzegają. Ratując jednostki stracimy nasz kraj!!!!
  • Najłatwiej grać na uczuciach wrzucając zdjęcie dziecka…dno.

Tych cytatów mogłoby być o wiele więcej. Oczywiście zdarzały się też komentarze popierające stanowisko celebrytki, ale proszę mi wierzyć – były w wyraźnej mniejszości. Narracja, której uparcie trzymają się lewicowi celebryci albo ośrodki medialne takie jak OKO Press, po prostu się nie sprzedaje. To właśnie na tym ostatnim portalu można było znaleźć m.in. przepyszną historię o Judith z Konga, którą w widocznej ciąży (2. miesiącu – proszę mnie nie pytać, jak to możliwe) okrutni polscy pogranicznicy mieli, według dziennikarzy portalu, przerzucać nad drutami kolczastymi, doprowadzając do poronienia. Tego typu opowieści z mchu i paproci wywołują dziś głównie bezlitosne kpiny. Podobnie jak najnowsze rewelacje grupy Medycy na Granicy, którzy oskarżyli żołnierzy o spuszczenie im powietrza z kół ambulansu. Oczywiście nie prezentując żadnych dowodów czy konkretów. Tego typu łzawych, a w gruncie rzeczy kabaretowych historyjek znajdziemy mnóstwo.

Reakcja internautów na prymitywną próbę manipulowania emocjami poprzez umieszczenie na Instagramie pani Wojciechowskiej zdjęcia „rocznej Ghaseli” (którego autentyczności nie sposób zweryfikować) daje do myślenia. Swoje robią też materiały, które można znaleźć na profilach facebookowych uczestników migranckiego najazdu na nasz kraj. Wielu z nich umieszcza tam całkiem długie transmisje na żywo, których uważna lustracja pozwala wychwycić coraz bardziej interesujące detale. A więc między innymi to, że koczujący na granicy tłum w zdecydowanej większości nie składa się z biednych, zagłodzonych i ledwo trzymających się na nogach ludzi, ale głównie mężczyzn w sile wieku ubranych w markowe zimowe stroje, którzy mają energię, żeby zrąbać drzewo albo prowadzić właśnie internetową transmisję.

 

Niezwykle pouczająca jest także głębsza lektura profili transmitujących wydarzenia na granicy. Nie sposób wśród nich znaleźć cokolwiek uzasadniającego tezę, że mamy do czynienia z ludźmi uciekającymi przed skrajnym ubóstwem. Raczej przeciwnie: jak na warunki w krajach, skąd migranci pochodzą – przede wszystkim Iraku – to ludzie o ewidentnie stabilnej sytuacji, nierzadko może nawet relatywnie zamożni. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego – żeby zapłacić przemytnikom za transport czteroosobowej rodziny, trzeba mieć sporo pieniędzy. Prawdopodobnie nie mogłaby sobie na to pozwolić większość polskich rodzin.

Tu trzeba postawić pytanie, dlaczego ci niegłupi przecież, nieprzymierający głodem, mający dostęp do internetu ludzie zdecydowali się na tak ryzykowną podróż, podczas gdy oszukańcze zapewne obietnice przemytników można było zweryfikować w kilka minut, sięgając do sieci. Rzecz jednak można – słusznie – że to już nie nasz problem. Kto podejmuje taką decyzję – a wszystko wskazuje na to, że podejmuje ją stuprocentowo świadomie, wiedząc, że złamie prawo – sam ponosi za nią odpowiedzialność.

Im dłużej trwa kryzys i im więcej obrazków agresji migrantów napływa ze strefy nadgranicznej, tym mniej czuję zrozumienia dla stanowiska niektórych moich konserwatywnych, bardzo skądinąd zacnych przyjaciół, którzy nawołują do „chrześcijańskiej postawy” wobec migrantów. Tym bardziej też oderwane od rzeczywistości wydaje mi się stanowisko Konferencji Episkopatu, po której oczekiwałbym raczej mocnego wsparcia dla polskich żołnierzy i funkcjonariuszy. Jakkolwiek brutalnie to zabrzmi – nie czuję się w obowiązku wspierać i zajmować się tymi, którzy nieproszeni próbują się brutalnie wedrzeć do mojego kraju.

 


Tekst powstał w ramach projektu: ,,Kontra – Budujemy forum debaty publicznej” finansowanego z dotacji Narodowego Instytutu Wolności Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego.

Łukasz Warzecha
Łukasz Warzecha
(1975) publicysta tygodnika „Do Rzeczy”, oraz m.in. dziennika „Rzeczpospolita”, „Faktu”, „SuperExpressu” oraz portalu Onet.pl. Autor bloga na stronie wolnorynkowego think-tanku Warsaw Enterprise Institute. Gospodarz programów interentowych „Polska na Serio” oraz „Podwójny Kontekst” (z prof. Antonim Dudkiem). Od 2020 r. prowadzi własny kanał z publicystyczny na YouTube. Na Twitterze obserwowany przez ponad 100 tys. osób.

WESPRZYJ NAS

Podejmujemy walkę o miejsce głosu prawdy w przestrzeni publicznej. Bez reklam, bez sponsorowanych artykułów, bez lokowania produktów.
To może się udać tylko dzięki wsparciu Czytelników. Tylko siłą zaangażowania Darczyńców będzie mógł wybrzmieć głos sprzeciwu wobec narastającego wokół chaosu!