Alternatywa dla Niemiec – zagrożenie dla Polski?

Photo by Mika Baumeister on Unsplash

Niemiecka nacjonalistyczna prawica bije rekordy swojej popularności, wywołując zaniepokojenie zarówno nad Sprewą jak i nad Wisłą. Czy jest się czego obawiać?

Najnowsze badania opinii publicznej w Niemczech zgodnie wskazują na trend wzrostowy nacjonalistycznej, antyimigranckiej i eurosceptycznej partii Alternatywa dla Niemiec, która w niektórych sondażach ogólnofederalnych popierana jest już przez co piątego Niemca, czyniąc ją wiceliderami popularności, tuż za blokiem partii chadeckich CDU-CSU. Czy kontrowersyjne ugrupowanie nie stroniące od historycznego rewizjonizmu wobec Polski stanowi dla nas dzwonek na alarm? Aby odpowiedzieć na to pytania należy przestudiować historię i program Alternatywy.

Geneza

Zaczęło się dość niepozornie, gdy trzech Niemców – prawnik i dziennikarz Alexander Gauland, ekonomista Bernard Lucke oraz publicysta Konrad Adam powołali we wrześniu 2012 roku organizację Wahlalternative 2013 – Alternatywa Wyborcza 2013. Jej główny postulat sprowadzał się do spraw ekonomicznych – kontrolowanej likwidacji waluty euro wobec kryzysu zadłużenia tzw. Eurolandu. W lutym następnego roku założyciele ruchu podjęli decyzję o powołaniu partii politycznej Alternatywa dla Niemiec i udziału w federalnych wyborach do Bundestagu. Ugrupowanie szybko zyskało sympatię rozczarowanych wyborców chadeckich CDU i CSU oraz liberalnej FDP.  Na arenie europejskiej polityki liderzy AfD nawiązali kontakty z brytyjskimi Torysami w celu zasilenia prawicowej europartii AECR. Mimo uzyskania rozgłosu i rozpoznawalności partia nie przekroczyła pięcioprocentowego progu wyborczego do Bundestagu, uzyskując w wyborach parlamentarnych we wrześniu 2013 roku 4,7 procenta głosów oddanych na listy partyjne.

Jednakże już kilka miesięcy później z nieoczekiwaną pomocą AfD przyszedł Federalny Trybunał Konstytucyjny, który orzekł niekonstytucyjność proponowanego wówczas trzyprocentowego progu wyborczego w wyborach do Parlamentu Europejskiego, co poskutkowało brakiem jakiegokolwiek progu w tych wyborach. Dało to paliwo wielu mniejszym ugrupowaniom, z AfD na czele. Dzięki zniesieniu „bariery strachu” uzyskali oni 7 procent głosów w wyborach europejskich z maja 2014 roku, wygrywając siedem mandatów eurodeputowanych, którzy przystąpili do frakcji ECR. Idąc za ciosem, partia zdobyła w tamtym roku swoich pierwszych przedstawicieli w landtagach Saksonii, Turyngii i Brandenburgii, uzyskując odpowiednio 9.7, 10.6 i 12.2 procent głosów. Wszystkie te trzy kraje związkowe sytuują się na wschodzie Niemiec, gdzie AfD tradycyjnie cieszy się największym poparciem. Znacznie gorzej ugrupowanie wypadło w 2015 roku w wyborcach w zachodnich landach – 6.1 procent w Hamburgu i 5.5 procent w Bremie. Niemniej ugrupowanie dowiodło swojego ogólnofederalnego charakteru, zyskując pierwszych przedstawicieli w dawnych Niemczech Zachodnich.

 

Rewolucja pożera własne dzieci

Wkrótce po cyklu wyborczym doszło do poważnego przetasowania w AfD. Na czele ugrupowania stanęła businesswoman z Drezna Frauke Petry, która reprezentowała narodowo-konserwatywny kurs wewnątrz partii. To wówczas Alternatywa podniosła sztandary walki z imigrantami i islamem, zastępując dotychczasowe hasła skupione wokół krytyki euro. Reprezentujący tę drugą linię współzałożyciel partii, ekonomista Bernard Lucke rozstał się z ugrupowaniem, zarzucając nowemu przywództwu ksenofobię i prorosyjskość. W ślad za nim podążyło pięciu z siedmiu eurodeputowanych AfD. Powołali oni ruch polityczny ALFA – Allianz für Fortschritt und Aufbruch, Sojusz dla Postępu i Odrodzenia przekształcony następnie w partię Liberalno-Konserwatywni Reformatorzy, która nie odniosła jednak sukcesów.

Kolejnym ciosem dla AfD było wykluczenie z grupy ECR w Parlamencie Europejskim w związku z zawiązaniem współpracy z austriackimi nacjonalistami z FPÖ.

Mimo to, w związku z panującym wówczas kryzysem migracyjnym i przyjęciem miliona uchodźców przez rząd kanclerz Angeli Merkel, AfD uzyskało paliwo wyborcze, czego rezultatem było zajęcie drugiego miejsca w wyborach do landtagu Saksonii-Anhalt z wynikiem 24.2% głosów. Alternatywa zajęła drugie miejsce także w wyborach w Meklemburgii oraz trzecie w Badenii-Wittembergii i Meklemburgii.  

Ówczesną postawę partii dobrze obrazują słowa posła landtagu Saksonii-Anhalt, Hansa-Thomasa Tillschneidera – „Islam jest nam obcy i z tego powodu nie może powoływać się na zasadę wolności religijnej w takim samym stopniu jak chrześcijaństwo”. Było to bezpośrednie odniesienie do słów kanclerz Angeli Merkel, deklarującej że islam jest częścią Niemiec i będzie chroniony przez gwarancje wynikające z federalnej Ustawy Zasadniczej. Z kolei Rada Niemieckich Muzułmanów porównała retorykę AfD do tej, którą Adolf Hitler stosował wobec Żydów. Jednocześnie Alternatywa zadbała o wątki ekonomiczne w swoim programie, proponując między innymi zniesienie podatku od spadków.

Rok 2017 przyniósł zwiastun kolejnego pożarcia dziecka przez rewolucję. Frauke Petry, która zaledwie dwa lata wcześniej wypchnęła Luckego z AfD, jako liderka partyjnej prawicy sama została osaczona z prawej flanki przez Björna Höckego, byłego nauczyciela historii oraz posła do landtagu Turyngii i regionalnego lidera Alternatywy, który nazwał berliński Pomnik Pomordowanych Żydów Europy „pomnikiem hańby”. Petry, chcąca zwrócić partię ku środkowi sceny politycznej, poniosła porażkę w walce o rząd dusz niemieckich nacjonalistów. Wspierająca Höckego skrajnie prawicowa frakcja Der Flügel – „Skrzydło” a także inni politycy AfD z założycielem partii Alexandrem Gaulandem zablokowali próbę jego usunięcia z Alternatywy. W konsekwencji Petry zrezygnowała z bycia kandydatką partii na kanclerza, a po objęciu mandatu w Bundestagu wystąpiła z niej.

Sama Alternatywa odniosła w tamtych wyborach swoje największego dotychczasowe zwycięstwo zajmując trzecie miejsce za blokiem partii chadeckich CDU-CSU i socjaldemokratami z SPD, zdobywając 12.6% głosów. Nieco gorzej poszło Alternatywie cztery lata później, gdy zajęła dopiero piąte miejsce, ustępując także Zielonym i liberałom z FDP. Choć okazała się być stałym elementem nowego politycznego krajobrazu, to nie udało jej się wyjść poza swój twardy elektorat. Profesor Jörg Meuthen, współzałożyciel i jeden z liderów partii opuścił ją po tych wyborach z tych samych powodów co Lucke i Petry, co zgryźliwi komentatorzy, także w Polsce, opisują już jako partyjną tradycję.


Zapoznałem się z Polityką Prywatności danych osobowych i wyrażam zgodę na ich przetwarzanie


Alternatywa

AfD przeszła drogę od ugrupowania ordoliberalno-konserwatywnego do szerokiego frontu niemieckiego nacjonalizmu, stając się pierwszym ugrupowaniem narodowym, które odniosło sukces po zjednoczeniu Niemiec. Co odróżnia AfD od chociażby radykalnej prawicy przedwojennej w typie DNVP – Deutschnationale Volkspartei to jej stricte nacjonalistyczny i nieimperialny charakter. Partia odwołuje się do idei państwa narodowego – nationalstaat. Naród niemiecki jest jednak pojmowany przez część partii poprzez kryterium czysto etniczne.

Kwestia ta jest linią sporu pomiędzy dwiema frakcjami – Alternative Mitte tj. Alternatywny Środek, która przedstawia się jako „liberalno-patriotyczna” oraz zdelegalizowanej w 2020 roku, lecz wciąż nieformalnie działającej, frakcji Der Flügel – „Skrzydło”, promującej etnonacjonalizm. Ta druga posiada powiązania z ruchami takimi jak PEGIDA – Patriotische Europäer gegen die Islamisierung des Abendlandes – Patriotyczni Europejczycy przeciw Islamizacji Zachodu. Kwestia współpracy z tą kontrowersyjną organizacją wielokrotnie stawała kością niezgody wewnątrz Alternatywy.

Poszczególni działacze partii byli także związani z organizacjami neonazistowskimi. Ujawnianie tych faktów wywoływało skandale, czego przykładem jest wyrzucenie z partii przewodniczącego klubu poselskiego w landtagu Brandenburgii, Andreasa Kalbitza. Był on w przeszłości członkiem neonazistowskiej organizacji Niemiecka Młodzież Wierna Ojczyźnie, a statut Alternatywy zabrania przyjmowania do partii członków tej, oraz innych organizacji narodowosocjalistycznych. Mimo to, wykluczenie Kalbitza wywołało spór wewnątrzpartyjny, również w kierownictwie, które podjęło decyzję siedmioma głosami przy pięciu przeciw i jednym wstrzymującym. 

Mimo zepchnięcia spraw ekonomicznych na dalszy plan, AfD wciąż jest najbardziej wolnorynkowym ugrupowaniem politycznym Niemiec, reprezentując w tej materii głównie klasę średnią i przedsiębiorców. Alternatywa jest także jedyną istotną siłą eurosceptyczną, której postawa ewoluowała od krytyki waluty euro do najpopularniejszego dziś w partii poglądu o konieczności wyjścia z Unii Europejskiej.

 

Finalizacją tego procesu było oficjalne przyjęcie do programu partii w 2021 roku postulatu wyjścia Niemiec z Unii, przy jednoczesnym powołaniu nowej wspólnoty współpracy gospodarczej.

AfD jest jednak przede wszystkim partią antyimigrancką, a w ramach tej postawy przede wszystkim partią antymuzułmańską, przedstawiającą islam jako niekompatybilny nie tylko z niemiecką kulturą i tożsamością, lecz także demokratycznym państwem prawa. Alternatywa często wprost odwołuje się do feminizmu, jak chociażby poprzez plakat przedstawiający kobietę w burce z napisem: „Wolność kobiety nie podlega negocjacjom”.

Odrzucając multikulturalizm, partia z jednej strony chce zakazać finansowania meczetów z zagranicy, co zrealizował chadecko-narodowy rząd Sebastiana Kurza w Austrii, poddać imamów kontroli rządowej, zakazać budowy nowych minaretów, zakazać noszenia burki i publicznych muzułmańskich wezwań do modłów.

Z drugiej zaś, Alternatywa promuje natalizm hasłami takimi jak „Nowi Niemcy? Zrobimy ich sobie sami!”. Do swoich umiarkowanych sukcesów na tym polu Alternatywa może zaliczyć  skuteczną blokadę liberalizacji polityki imigracyjnej wespół z chadekami i liberałami.

 

W sprawach etycznych i kulturowych partia zajmuje stosunkowo konserwatywne stanowisko, sprzeciwiając się małżeństwom jednopłciowym przy jednoczesnym pozostawieniu państwowych homoseksualnych związków partnerskich – w związku takim jest współprzewodnicząca AfD Alice Weidel. Przedstawiciele ugrupowania wielokrotnie krytykowali ideologię gender, wypowiadając się jednocześnie pozytywnie o tradycyjnej rodzinie i takowych rolach płciowych. Alternatywa chce również przywrócenia poboru do wojska dla mężczyzn którzy ukończyli 18 lat.

Partia sprzeciwia się aborcji, która w Niemczech legalna jest tylko w przypadku zagrożenia życia i zdrowia matki oraz gdy ciąża powstała na skutek czynu zabronionego, przy czym zabieg aborcji nie jest karany również z tzw. „przyczyn społecznych”, pod warunkiem odbycia przewidzianych prawem konsultacji i orzeczenia lekarza o występowaniu pewnych okoliczności. Alternatywa dowiodła swojej antyaborcyjnej postawy między innymi w zeszłym roku, gdy jej posłowie zagłosowali w Bundestagu przeciwko wykreśleniu z kodeksu karnego przepisów penalizujących reklamowanie operacji aborcyjnych.

Być może najważniejszą przyczyną obecnego wzrostu poparcia dla Alternatywy jest jej stosunek do kwestii klimatycznych i ekologicznych. Partia ta odrzuca antropologiczne źródła zmian klimatycznych i całkowicie kontestuje niemiecką politykę energetyczną, w szczególności wyłączanie niemieckich elektrowni jądrowych.

Radykalne pomysły należących do obecnej koalicji rządowej Zielonych, tak jak zakaz reklamowania sera, masła i jogurtów pod hasłem walki z otyłością, napędzają AfD nowych wyborców, dostrzegających absurd takich propozycji, jak również obawiających się wysokich kosztów zielonej polityki energetycznej. Należy jednak zaznaczyć, że denializm klimatyczny głównego nurtu partii był przedmiotem krytyki ze strony przedstawicieli młodzieżówki AfD, posiadającej autonomię organizacyjną.


CZYTAJ TAKŻE:

KITA: Wielka gra małej Giorgii. Czy prawica ma szanse przejąć UE?

ŁUKASZEWSKI: Hiszpańskie „Tsunami el J-23”. Franco-reaktywacja czy triumf rewolucji kulturowej?


Zagrożenie?

AfD odniosła w czerwcu swoje pierwsze bezwzględne zwycięstwo, gdy w powiecie Sonneberg w Turyngii kandydat partii Robert Sesselmann wygrał w drugiej turze wybory na starostę, pokonując w niej nieznacznie kandydata chadeckiej CDU. Ten zaś posiadał poparcie wszystkich pozostałych ugrupowań, aż po skrajnie lewicową i postkomunistyczną Die Linke. Dobrze oddaje to stosunek reszty sceny politycznej wobec Alternatywy, która podobnie jak francuskie Zjednoczenie Narodowe, poddane jest swego rodzaju politycznej kwarantannie.

Choć AfD oskarża chrześcijańskich demokratów o skręcanie w lewo i zdradę wartości, to jednocześnie liderzy partii tacy jak były przewodniczący i założyciel Alternatywy Alexander Gauland wprost mówią o konieczności budowy koalicji rządowej z blokiem chadeckim. Jednakże obecny szef CDU Friedrich Merz kategorycznie odrzuca możliwość jakiejkolwiek współpracy z AfD, zarzucając jej ksenofobię i antysemityzm. Chociaż jednocześnie oskarża on obecny socjaldemokratyczno-zielono-liberalny rząd o „karmienie” AfD, to znacznie bardziej przewidywalny w przyszłości jest sojusz CDU i CSU z obecnie rządzącymi ugrupowaniami niż z Alternatywą.

Ta zaś wydaje się być skazana na bycie wiecznym ugrupowaniem protestu, kumulującym gniew najbardziej niezadowolonych wyborców. Choć i na tym polu AfD wyrasta konkurencja w postaci bijącej rekordy popularności rusofilskiej komunistki Sahry Waagenknecht z Die Linke, która tak jak AfD krytykuje politykę migracyjną Niemiec, aczkolwiek z lewicowej perspektywy i wokół haseł o obronie rynku pracy. Potencjalna nowa partia Waagenknecht mogłaby także wzmocnieniem niektórych postulatów Alternatywy.

 

Oskarżenia Merza pod adresem Alternatywy nie są bezpodstawne i są szczególnie istotne z naszej polskiej perspektywy. Przedstawiciele partii wielokrotnie dawali wyraz swoich integralnie rewizjonistycznych poglądów na historię Niemiec. Przykładem tego może być wypowiedź Alice Weidel, która obszar dawnej NRD nazywała na Twitterze „Niemcami środkowymi”, co w jej logice sytuuje „Niemcy wschodnie” na terenie dzisiejszej Polski nazywanej przez nas „Ziemiami Odzyskanymi” – m.in we Wrocławiu, Szczecinie i Gdańsku.

Jednakże ani odwołań do rewizjonizmu ani obecności w AfD byłej liderki ruchu „wypędzonych” i byłej posłanki CDU Eriki Steinbach, ani nawet powiązań niektórych działaczy Alternatywy z neonazistami nie należy uznawać za główne zagrożenie dla Polski. Trudno za takowe uznać także perspektywę wyjścia z Unii Europejskiej ze względu na przeważający w Niemczech euroentuzjazm i wpisanie niemieckiej obecności w UE do Ustawy Zasadniczej.

 

Alternatywa nie może także liczyć na koalicję z żadną inną partią w Bundestagu, zatem perspektywa jej udziału we władzy federalnej czy landowej nie jest dziś możliwa. Tym, co powinno budzić dziś największy niepokój, jest jednoznacznie prorosyjska postawa AfD.

Choć Alternatywa formalnie potępiła trwającą na Ukrainie wojnę, to jednocześnie sprzeciwia się zarówno sankcjom na Rosję, jak i dostawom broni dla ukraińskiej armii. Ten prorosyjski kurs jest konsekwentny – przedstawiciele AfD już w 2018 roku złożyli wizytę na okupowanym przez Rosję Krymie, zaś we wrześniu zeszłego roku jej delegacja pojawiła się na zajętych przez rosyjskie wojska terenach wschodniej Ukrainy.

 

Z kolei w 2020 roku reprezentanci partii zostali przyjęci przez samego szefa MSZ Rosji, Siergieja Ławrowa. Alternatywa do końca broniła też projektu Nord Stream 2.

Antywojenny przekaz AfD jest wzmacniany przez popularną posłankę skrajnej lewicy Sahrę Wagenknecht. Jej „Manifest pokojowy”, nawołujący do wstrzymania dostaw broni, został podpisany przez ponad 800 tysięcy osób, w tym wielu wyborców i sympatyków Alternatywy. „Sojusz ekstremów” z AfD i Die Linke może mieć znacznie większy wpływ na debatę publiczną w Niemczech niż radykalna lewica i prawica osobno. Ujawnione przez Washington Post dokumenty wskazują, że Rosja gorąco kibicuje takiemu rozwiązaniu, licząc na zjednoczenie obu partii, która byłaby swego rodzaju „piątą kolumną”. Choć scenariusz ten jest mało prawdopodobny z powodu istotnych różnic między tymi ugrupowaniami, to w myśl teorii podkowy istnieje między nimi wspólnota na płaszczyźnie poglądów prorosyjskich i antynatowskich, co stanowi wyraźne zagrożenie dla polskiej racji stanu.

 

Wspieram dobrą publicystykę

30% ( 1216 / 4000 zł )
Wspieram!

Tekst powstał w ramach projektu: „Stworzenie forum debaty publicznej”, finansowanego z dotacji Narodowego Instytutu Wolności Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego

Jakub Dudek
Jakub Dudek
Publicysta, bloger, obserwator i komentator życia publicznego

WESPRZYJ NAS

Podejmujemy walkę o miejsce głosu prawdy w przestrzeni publicznej. Bez reklam, bez sponsorowanych artykułów, bez lokowania produktów.
To może się udać tylko dzięki wsparciu Czytelników. Tylko siłą zaangażowania Darczyńców będzie mógł wybrzmieć głos sprzeciwu wobec narastającego wokół chaosu!