MACIEJEWSKI: Przeciwko komu te sankcje?

Spróbujmy sobie przypomnieć do czego służy ze swego założenia instrument prawa międzynarodowego publicznego zwany sankcjami. Uprośćmy zawiłości związane z podziałami na represje i retorsje, sankcje zorganizowane i niezorganizowane i sprowadźmy rzecz do istoty sprawy – sankcje mają boleć. Złamać dane państwo przez uderzenie w jego gospodarkę, zburzyć spokój społeczny przez wywołanie niepokojów rosnącymi cenami i generalnie spadkiem jakości życia. Bo przecież zasada „rząd się wyżywi” ma również swoje ograniczenia, wcześniej czy później ubożenie społeczeństwa stanie się problemem politycznym. Początkowo wewnętrznym, ale zainteresowane siły zewnętrzne dość sprawnie będą w stanie rozgrywać go na swoją korzyść.

I rzeczywiście, wszystko to ma miejsce, tylko czas już najwyższy zadać chyba pytanie – kogo polskie sankcje nakładane na Rosję bolą bardziej – Rosjan czy Polaków? Kręgosłup – gospodarczy, społeczny, polityczny – którego państwa trzeszczy głośniej? I pytanie pomocnicze – które społeczeństwo ma większą wytrzymałość na spadek stopy życiowej. Przyzwyczajeni w swojej masie do ubóstwa i posiadający więcej niż solidną poduszkę finansową wśród elit Rosjanie, czy może od kilkudziesięciu lat dorabiający się i aspirujący do zachodniego modelu życia, w zdecydowanej większości tworzący klasę średnią Polacy? I może jeszcze jedno – który model polityczny służy szybszemu „przekazywaniu informacji” o społecznych nastrojach – polska demokracja czy rosyjski autorytaryzm?

Zdaję sobie sprawę, że w ogólnie panującej (choć już chyba powoli słabnącej) euforii pod hasłem „zagłodzimy sankcjami Rosję!” powyższym pytaniom trudno jest się przebić do powszechnej świadomości. Niemniej, trzeba wreszcie zacząć je sobie zadawać. Zwłaszcza, gdy sankcjami nie obłożyły Rosji tacy niebagatelni importerzy jej surowców jak na przykład Indie czy Chiny, a i w samej Unii Europejskiej stanowczość wobec reżimu Putina wyraźnie słabnie.

Sankcje są humanitarnym, ale jednak narzędziem wojennym. Bronią służącą do unieszkodliwienia przeciwnika, złamania jego morale. I jak każdą bronią, należy się nimi posługiwać pragmatycznie i ostrożnie. Nie wystrzeliwać na wiwat, z nadzieją, że stojący za naszymi plecami sojusznicy potraktują je jak sygnał do zmasowanego ataku. Można się nie tylko przeliczyć, ale też strzelić przy okazji samemu sobie w stopę.


Tekst powstał w ramach projektu: ,,Kontra – Budujemy forum debaty publicznej” finansowanego z dotacji Narodowego Instytutu Wolności Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego.

Jan Maciejewski
Jan Maciejewski
urodzony w 1990 roku w Mysłowicach na Śląsku. W przeszłości redaktor naczelny wydawanych przez Klub Jagielloński „Pressji”. Obecnie felietonista magazynu weekendowego „Plus Minus”. Mąż Oli, tata Julka, Anieli i Stefana.

WESPRZYJ NAS

Podejmujemy walkę o miejsce głosu prawdy w przestrzeni publicznej. Bez reklam, bez sponsorowanych artykułów, bez lokowania produktów.
To może się udać tylko dzięki wsparciu Czytelników. Tylko siłą zaangażowania Darczyńców będzie mógł wybrzmieć głos sprzeciwu wobec narastającego wokół chaosu!