WARZECHA: Naprawmy debatę – przywróćmy jej logikę

Jasne jest, że wiele osób przedstawia ułomne i fałszywe interpretacje twierdzeń oponentów nie dlatego, że mają braki w logice, ale dlatego, że uprawiają – mniej lub bardziej świadomie – tanią erystykę. Rzec by można – erystykę spod budki z piwem, operując na okrągło dwoma czy trzema tymi samymi chwytami z listy skompilowanej przez Schopenhauera. Lecz wielu innych naprawdę nie rozumie reguł.

Jeden z widzów mojego kanału na YouTube napisał w komentarzu (pozdrawiam pana Xerces84) co następuje:

Myślę że te wszystkie wypowiedzi, z których wynika, że rozmówca nie rozumie o co Panu chodzi, są efektem kompletnego porzucenia nauki logiki w szkołach. To zjawisko widać na co dzień w jakiejkolwiek publicznej dyskusji czy w internecie. Ludzie mylą założenie trybu warunkowego ze stwierdzeniem, odwracają implikacje, mieszają kwantyfikatory, myślą że brak dowodu na jakąś tezę jest dowodem na antytezę, dopisują sobie jakieś własne wnioski itd. Jeżeli coś już by miało być na maturze obowiązkowe, to właśnie zamiast połowy zadań z matematyki wrzuciłbym właśnie logikę. Prosty tekst, a następnie pytania zamknięte TAK/NIE z cyklu „Czy z tego tekstu wynika że…”. Pamiętam, że na studiach matematycznych tłukli nas z tego niemiłosiernie. Według mnie to samo powinno być na maturze, tylko może nie na poziomie skomplikowanych symboli matematycznych, tylko zwykłego, ściśle napisanego tekstu. Myślę, że tutaj matematycy mogliby popracować razem z polonistami.

Bardzo cenię sobie swoich widzów, ponieważ wielokrotnie podrzucają mi ciekawe myśli, spostrzeżenia, alternatywne wyjaśnienia i tematy. W tym wypadku komentarz jest nie tylko stuprocentowo trafiony, ale też zawiera w sobie konkretną propozycję. Dziś być może brzmiącą mało realistycznie, ale kto wie – uzupełnienie programu nauczania o solidną porcję logiki formalnej i egzaminów maturalnych o opisany test jest tylko kwestią pomysłu ministra i tak zwanej woli politycznej.

Uczestnicząc intensywnie od lat w debacie publicznej, w tym przez media społecznościowe, doskonale widzę zjawisko, o którym mowa, a o którym tutaj również już wiele razy pisałem – ostatnio wskazując na wadliwość zero-jedynkowego postrzegania rzeczywistości. Jasne jest, że wiele osób przedstawia ułomne i fałszywe interpretacje twierdzeń oponentów nie dlatego, że mają braki w logice, ale dlatego, że uprawiają – mniej lub bardziej świadomie – tanią erystykę. Rzec by można – erystykę spod budki z piwem, operując na okrągło dwoma czy trzema tymi samymi chwytami z listy skompilowanej przez Schopenhauera. Lecz wielu innych naprawdę nie rozumie reguł. Faktycznie wydaje im się na przykład – tu odwołam się do spostrzeżenia mojego widza – że brak dowodów na tezę potwierdza antytezę. Stawiając tezę, domagają się, żeby ten, kto ją kwestionuje, przedstawiał dowody na to, że jest nieprawdziwa, zamiast samemu przedstawić dowody na tezę. Nie umieją też czytać jasno napisanego tekstu, podchodząc do niego z apriorycznymi założeniami, na które w tekście dowodu nie ma , ale oni uważają, że przecież „tak to można zrozumieć”.

W takiej sytuacji sensowna debata przestaje mieć sens. Jedna bowiem strona trzyma się określonych zasad i przyjmuje, że z jej wypowiedzi wynika dokładnie to, co zostało w nich zawarte, podczas gdy druga strona, która tych reguł nie zna bądź nie uznaje, wyciąga dowolne wnioski, interpretuje dowolnie, a następnie na tej podstawie potępia, hejtuje albo wyśmiewa.

Wszystko to prowadzi mnie do apelu do różnych środowisk, z którymi czuję w tej sprawie potencjalną ideową wspólnotę. Nie będę ich wskazywał konkretnie, ale liczę, że może ten tekst do ich przedstawicieli dotrze i coś z tego wyniknie. Otóż mam wrażenie, że rozejście się z logiką wywodu i dyskusji nie tylko ogromnej części publiczności, lecz również niestety większości tak zwanych kreatorów opinii, w tym bardzo znanych i wpływowych, a także oczywiście polityków (dla których erystyka jest narzędziem powszednim), niszczy kulturę dyskusji znacznie bardziej niż wiele innych czynników, o których pisze się i mówi dużo więcej. Dlatego byłbym gorącym zwolennikiem zawiązania jakiegoś porozumienia na rzecz przywrócenia logiki debaty. Mogłyby się w nim znaleźć środowiska z różnych stron, o ile tylko ich przedstawiciele sami nie są nagminnie winni nadużyciom w tej sferze. Czy byłoby to porozumienie bardziej czy mniej formalne – to już sprawa drugorzędna. Ważne, aby powstało.

Niezłym pomysłem wydaje się również (jak mawiali klasycy za czasów słusznie minionych: ja rzucam pomysł, a wy go łapcie) stworzenie czegoś na kształt instytucji weryfikacyjnej, która jednak nie zajmowałaby się tym, czym w większości zajmują się tak zwani fact checkerzy – czyli bardzo często uprawianiem miękkiej cenzury (pisałem o tym obszerniej w innych tekstach) – ale prostowaniem fałszywych interpretacji lub rozstrzyganiem sporów z nich wynikających. Ileż to razy sam doświadczałem sytuacji, gdy moja wypowiedź zaczynała krążyć z całkowicie nieprawdziwą interpretacją, z czasem przyjmowaną jako oczywista i „obowiązująca” – a jestem tylko jednym z wielu przypadków. W takich razach nieoceniona byłaby instancja, która brałaby daną wypowiedź na warsztat i wskazywała, co z niej naprawdę wynika.

Dziś bowiem zaczyna to wyglądać tak, jakby ludzie, którzy trzymają się klasycznych reguł debaty i nieco idealistycznie zakładają, że inni uczynią to samo, stawali się coraz bardziej epigonami tradycyjnych sposobów dyskutowania. Są w stanie porozumiewać się między sobą, ale gdy próbują wyjść poza ten krąg, sprawy mają się tak, jakby oni i ich odbiorcy mówili całkowicie różnymi i kompletnie niezrozumiałymi dla siebie nawzajem językami.

Czy da się coś z tym zrobić? Przede wszystkim mam poczucie, że ta kwestia nie została dotąd dostatecznie wyraźnie dostrzeżona ani jasno zdefiniowana. Czynię to zatem z nadzieją, że temat nie ucichnie i że zostanie podjęty przez innych, którym sprawa klarowności i sensowności debaty publicznej leży na sercu.


Tekst powstał w ramach projektu: ,,Kontra – Budujemy forum debaty publicznej” finansowanego z dotacji Narodowego Instytutu Wolności Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego

Łukasz Warzecha
Łukasz Warzecha
(1975) publicysta tygodnika „Do Rzeczy”, oraz m.in. dziennika „Rzeczpospolita”, „Faktu”, „SuperExpressu” oraz portalu Onet.pl. Autor bloga na stronie wolnorynkowego think-tanku Warsaw Enterprise Institute. Gospodarz programów interentowych „Polska na Serio” oraz „Podwójny Kontekst” (z prof. Antonim Dudkiem). Od 2020 r. prowadzi własny kanał z publicystyczny na YouTube. Na Twitterze obserwowany przez ponad 100 tys. osób.

WESPRZYJ NAS

Podejmujemy walkę o miejsce głosu prawdy w przestrzeni publicznej. Bez reklam, bez sponsorowanych artykułów, bez lokowania produktów.
To może się udać tylko dzięki wsparciu Czytelników. Tylko siłą zaangażowania Darczyńców będzie mógł wybrzmieć głos sprzeciwu wobec narastającego wokół chaosu!