MACIEJEWSKI: Mackiewicz i stróże frazesu

fot. wzór koperty przygotowanej na obchody roku 2022 jako Roku Mackiewicza; źródło: poczta.polska.pl

Po cichu, cierpliwie i bez specjalnego z którejkolwiek strony zainteresowania dobiega sobie powoli końca ogłoszony przez Sejm rok Józefa Mackiewicza. Nie ma w tym nic dziwnego, trudno o mniej sprzyjający, intelektualny i emocjonalny, klimat dla recepcji tego pisarstwa. Już sam fakt wciągnięcia Mackiewicza na państwowe sztandary był z punktu widzenia rządzących szalonym ryzykiem. W tej myśli jest dynamit, który jest w stanie wysadzić w powietrze przyzwyczajenia, wady polskiego myślenia, które nigdy chyba jeszcze nie były w tak powszechnym użytku jak dzisiaj.

Po pierwsze, fanatyzm jednomyślności. Ślepy kult „powszechnej zgody narodowej” i manichejskiego obrazu świata, który każdemu inaczej myślącemu wkłada w usta knebel z napisem „zdrajca”, „obcy agent wpływu” czy tym podobne. „Przeżywamy okres kompletnej atrofii odwagi cywilnej i stanowimy raczej materiał do koncepcji totalitarnych. Nabożny respekt przed aktywną większością, zamiłowanie do sloganów, do utartych haseł i utartych ścieżek, z których nikomu nie chce się schodzić” – pisał Mackiewicz o Polakach pod koniec lat 40. Ciekawe co napisałby dzisiaj.

Jak amulet, magiczne zaklęcie przywoływane jest jego bodaj najsłynniejsze zdanie: „Jedynie prawda jest ciekawa”. Nie wspomina się jednak przy tym, że wierność tej dewizie naraziła Mackiewicza na nienawiść nie tylko ze strony komunistów, ale również „obozu patriotycznego”, odsądzającego go za jego historyczne powieści od czci i wiary. „Lewa wolna” miała być zdaniem obrońców dobrego imienia Polski „powieścią, która w wolnej Polsce byłaby zakazana”. Za „Nie trzeba głośno mówić” kombatanci AK-owscy urządzili na Mackiewicza nagonkę, szafując przy tym ulubionym przez wszystkich stróżów patriotycznej poprawności argumentem kolaboracji. Nie zarzucano mu kłamstwa, tylko podłość. Bo nie faktom sprzeciwiał się Mackiewicz, ale ich karykaturze, szczególnie niestety ukochanej przez Polaków. Frazesom. Wzniosłym słowom powołanym na służbę przyziemnych (do tego zazwyczaj obcych) interesów. Pudrującym nieudaczność i tragiczne błędy przywódców rzekomą moralną wyższością. To dla nich, frazesów, pisarstwo Mackiewicza było przede wszystkim bezlitosne. Dlatego tak bolało i boleć wciąż powinno, tych, którzy się nimi bezkarnie posługują.

Niech płonie, niech chociaż się tli lont tego dynamitu. 

Autor jest stałym felietonistą dziennika „Rzeczpospolita”, w którym ten artykuł ukazał się dn. 05.10.2022 r.

Jan Maciejewski
Jan Maciejewski
urodzony w 1990 roku w Mysłowicach na Śląsku. W przeszłości redaktor naczelny wydawanych przez Klub Jagielloński „Pressji”. Obecnie felietonista „Rzeczpospolitej” oraz magazynu weekendowego „Plus Minus”. Mąż Oli, tata Julka, Anieli i Stefana.

WESPRZYJ NAS

Podejmujemy walkę o miejsce głosu prawdy w przestrzeni publicznej. Bez reklam, bez sponsorowanych artykułów, bez lokowania produktów.
To może się udać tylko dzięki wsparciu Czytelników. Tylko siłą zaangażowania Darczyńców będzie mógł wybrzmieć głos sprzeciwu wobec narastającego wokół chaosu!